WalewskiSawicki
7.4.1998, 18 lat

Tajemnica

Katedra w Ulm

I

Kościół był zimny. Grube wiekowe mury, spękane marmury posadzek i zardzewiałe stalowe wrota emanowały ponurym chłodem. Panował półmrok – wnętrze rozświetlało tylko kilka niewielkich, pozłacanych kinkietów na bocznych ścianach. Srebrne piszczałki organów milczały. Ciszę mącił tylko stukot zwielokrotnionych echem kroków małego dziecka i pojedyncze szepty modlących się obok staruszek.

Laura otworzyła zmęczone oczy i podniosła się z drewnianego klęcznika. Niepewnie stanęła na zdrętwiałych nogach. Przeszła przez główną nawę, przyklękając po drodze przed Najświętszym Sakramentem, po czym skręciła w stronę starego, rzeźbionego konfesjonału.

– Niech… – rzekła, i natychmiast urwała onieśmielona.

To jedno ciche słowo zabrzmiało tak dziwnie donośnie w tym surowym, poważnym miejscu.

– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – wyszeptała.

Coś się poruszyło w ciemności za drewnianą kratką zasłony.

– Na wieki wieków – rozległo się oschłe mruknięcie.

– Chciałabym prosić księdza o pomoc – głos Laury złamał się nagle, po opuchniętych policzkach popłynęły strumienie łez. Zadrżały bezsilne ramiona. Rozległ się cichy, przejmujący szloch.

Laura płakała. Klęczała, z głową opartą o rękaw płaszcza, ciało jej trzęsło się od spazmów. Przepełniła się czara głęboko ukrywanej goryczy.

– Nie wiem, jak mam postąpić – powiedziała po kilku minutach, uspokoiwszy się trochę. – Zataiłam część prawdy przed moim małżonkiem. Nie poznał o mnie pełnej prawdy przed ślubem. Jestem oczywiście dziewicą. Ale… On do tej pory nie wie nic o tym, że… jestem bezpłodna – załkała.

– Cóż… Niewiele mogę dla ciebie zrobić – odezwał się głos z konfesjonału. – Jestem tylko marnym sługą boskim. Wiesz – dodał po chwili – że według nauki Kościoła taki ślub może być uznany za nieważny?

– Wiem. Przedtem… Ja… Byłam… Byłam wcześniej szczera. Jednak dwóch moich wcześniejszych chłopaków zerwało ze mną z tego powodu. Chociaż mówili zawsze, że nic nie przeszkodzi naszej miłości…

– Widocznie oni nie kochali cię wystarczająco silnie.

– Jednak nie chciałam, aby powtórzyło się to ponownie – rozpaczliwie jęknęła Laura. – Ja go kocham!

– Nie należy ukrywać prawdy, która i tak zawsze wychodzi na jaw – popłynął spokojny głos zza zasłony. – Jeżeli wasza miłość jest bardzo silna, nie powinno być dla niej przeszkód i pozostaniecie wciąż razem. Ale módl się, każda modlitwa jest wysłuchiwana. Pamiętaj, zawsze mów prawdę, niezależnie od konsekwencji. I módl się, z wiarą. Tylko tyle mogę ci pomóc.

Laura otarła chusteczką oczy, powstała.

– Będę się modlić – rzekła niezłomnie.

Ucałowała zwieszoną stułę, przeżegnała się lodowatą święconą wodą i wyszła w zimową noc.

II

W samym sercu niebiosów, na puszystym białym obłoczku siedziała Maryja. I choć dyrygowała rajską orkiestrą, a uroczy chórek aniołów wytężał swe maleńkie gardziołka i śpiewał przecudną pieśń, bateria złotych instrumentów rozbrzmiewała zaś pod dłońmi najwspanialszych, niewidzialnych muzyków, była niepocieszona. Mimo że do jej uszu płynęły tony najpiękniejszej muzyki Wszechświata – tak doskonałej, że gdyby nawet najlepszy z ziemskich kompozytorów usłyszał melodię przynajmniej w połowie tak dobrą, umarłby natychmiast zawstydzony marnością trudów swej pracy – była przygnębiona i smutna.

Oprócz niebiańskiej pieśni słyszała także rozpaczliwą, gorącą modlitwę Laury. A w żaden sposób nie mogła nań odpowiedzieć.

Wszyscy aniołowie zdolni do zstąpienia na ziemię byli bowiem zajęci – uczestniczyli wciąż w wielkiej wojnie z diabelskimi Siłami Piekieł i w żaden sposób nie mogli przerwać swej walki. Archanioł Gabriel – najwierniejszy sługa Maryi – został przeniesiony do Pańskiej Ochrony i pomagała Jej tylko niewielka grupka maleńkich, słabiutkich aniołków.

Tkliwe dzieciątka, usłyszawszy przypadkiem nieszczęśliwe wołanie z ziemi, rozpłakały się rzewnie i długo nie mogły się uspokoić.

– Matko Boża, Najświętsza Dziewico… – prosiły żarliwie – Idź do Pana Naszego, Jezusa Chrystusa i poproś go, aby pomógł tej biednej kobiecie! Ona jest taka smutna! – wołały.

Wylewały całe rzeki swoich niewinnych, perłowych łez. Posypały się na ziemię najpiękniejsze śniegowe gwiazdeczki.

Maryja nie kazała się długo prosić. I chociaż nie wierzyła, że będzie w stanie cokolwiek wybłagać, poleciała na swej chmurce wprost przed oblicze Syna Bożego.

Zatroskała się bardzo patrząc na jego udręczone oblicze. Dziś wyjątkowo silnie cierpiał za przewinienia grzeszników – cały był blady i drżący. Spod cierniowej korony wypływały czerwone krople, rany na rękach i nogach krwawiły silnie jak nigdy.

– Synu, ześlij na dół, na ziemię któregoś z aniołów z Twojej Ochrony! – poprosiła błagalnie. – Niechaj stanie się cud i uleczy tę pokrzywdzoną kobietę! Wszak modli się ona do mnie aż od soboty, a mamy dzisiaj już środę…

– Nie mogę tego uczynić – odrzekł Zbawiciel posępnie.

– Synu! – rzekła po chwili. – Od dziesiątków lat nikt mnie nie prosił tak mocno! Zlituj się nad jej duszą i ześlij do niej Gabriela!

– Matko moja. Wiem, żeś jest litościwa, aczkolwiek wiedz, że niezbadane są Wyroki Niebieskie. A wielu było już takich, co cierpieli bardziej niż ona. Hiob. Święty Piotr, święty Szczepan, święty Wojciech… – i wymieniał wciąż męczenników.

– To spraw chociaż, abym nie cierpiała słuchając jej próśb i błagań! – przerwała Maryja.

– Nie mogę tego uczynić. Modlitwy muszą być wysłuchane. Taka jest nasza rola – rola świętych i Boga.

III

Noc była jasna, bezchmurna. Nad uśpionym miastem, ponad ośnieżonymi dachami budynków wisiał blady, milczący księżyc. Był w pełni. Samotna, bladożółta tarcza rozświetlała białe, puste uliczki, zaglądała do mieszkań przez okna, szczeliny w zasłonach i uśmiechała się smutno.

Iskrzyły się srebrzyste kwiaty na oszronionych szybach. Czasem zamigotała spadająca gwiazda.

Laura nie spała. Okryta puchową pierzynką, leżała w wielkim małżeńskim łożu, odwrócona plecami do pleców Romana.

„Ostatnio jakoś gorzej się rozumiemy. – rozważała pochmurnie. – Może Romek się domyśla, że chowam przed nim jakąś tajemnicę. Niby wszystko wygląda dobrze, ale przecież czuję, że coś psuje się między nami. Coś jest nie tak, nasze życie małżeńskie nie wygląda tak, jak powinno.”

Maleńkie drzwiczki zegara otworzyły się z suchym trzaskiem. Wyskoczyła drewniana kukułka i oznajmiła godzinę pierwszą.

„Muszę zrobić to teraz” – pomyślała nagle Laura.

Obróciła się w kierunku męża.

– Roman – rzekła, szarpiąc go za rękaw piżamy. – Muszę ci coś powiedzieć.

– Hmm? – Roman wciąż nie spał.

– Muszę ci coś powiedzieć. Ja… ukrywałam przed tobą. pewną sprawę. Coś, co już dawno powinieneś był o mnie wiedzieć.

– Co?

– Nie mówiłam ci tego wcześniej, bo się obawiałam, że mnie możesz opuścić. Jednak zdecydowałam, że teraz muszę to zrobić.

– Opuścić mnie? – spytał z przestrachem.

– Nie! Ja… Ja jestem bezpłodna – Laura się rozpłakała. – My… Nigdy nie będą się u nas suszyć pieluszki… Nigdy nie usłyszymy tupotu maleńkich nóżek…

– Boże, nic o tym nie wiedziałem – wybełkotał Roman.

– Kochasz mnie nadal, prawda? – spytała Laura chlipiąc. – Kochasz mnie nadal, Romek?

– Kocham cię, oczywiście. Kocham cię jeszcze bardziej – zawołał ze łzami w oczach. – My… Widzisz… Ja… Nie mówiłem ci tego… Ja… Też jestem bezpłodny – przytulił do siebie żonę.

– Jak cudownie! Zawsze będziemy razem! – wyszeptała Laura.