WalewskiSawicki
6.11.2014, 35 lat

Prezent

Prezent

Siedziałam w domu i oglądałam telewizję, kiedy przyjechał mój mąż. Był w zaskakująco dobrym humorze.

– Co ciekawego słychać? – zagadnęłam.

– Nic – odpowiedział.

Uśmiechał się podejrzanie.

– Z czego jesteś taki zadowolony? – spytałam wprost.

– Z niczego – odpowiedział, cały czas szczerząc zęby.

– Coś przede mną ukrywasz – zgadywałam.

– Zastanawiam się, czy masz już dla mnie prezent na gwiazdkę – odpowiedział. – Bo ja dla ciebie już mam.

„Cholera!” – pomyślałam. – „Nawet nie wiem, co kupić!”

– Przecież w tym roku mieliśmy sobie nie dawać prezentów, żeby zaoszczędzić trochę pieniędzy na wyjazd – powiedziałam.

– Pierwsze słyszę – odpowiedział. – Mnie to już nie dotyczy, bo prezent mam.

– Ale teraz ja też muszę kupić – odparłam. – Bo jak to będzie wyglądać przed rodziną, że ja od ciebie dostanę, a ty ode mnie nie.

– Trudno, ale to nie ja będę miał powody do wstydu – przygadał.

– A co mi kupiłeś? – spytałam.

– To niespodzianka – odpowiedział.

– No powiedz – nalegałam. – Powiedz, powiedz!

– Jeśli powiedziałbym, odebrałbym ci połowę radości przy otwieraniu – stwierdził. – Nie mogę ci powiedzieć.

Nie przekonał mnie, nadal chciałam wiedzieć.

– Czy to coś jest małe, czy raczej duże? – spytałam.

– Raczej małe, ale przecież nie mam zamiaru ci mówić! – odpowiedział. – Co to za zgadywanka?

– No powiedz! – domagałam się. – Będę mogła lepiej dopasować prezent dla ciebie.

– To jeszcze nie masz pomysłu? – spytał z tym swoim uśmiechem.

– Mam – skłamałam. – Ale mogłabym lepiej dopasować stylistycznie.

– Nic z tego, nie powiem ci – sprzeciwił się.

– Jak wyjdziesz z domu, to przeszukam całe mieszkanie i znajdę – oznajmiłam.

Nie znosi, kiedy mu grzebię w jego rzeczach.

– Poddaję się – stwierdził poirytowany.

„Zadziałało” – cieszyłam się w duchu.

– Co to jest? – spytałam.

– Perfumy, ale jakie, dowiesz się dopiero na gwiazdkę – oświadczył.

– Hugo Boss? – spytałam.

– Nie – zaprzeczył.

– Lacoste pour Femme? – spytałam.

– Nie. Ale jeśli musisz mieć wszystko na tacy, to proszę – oznajmił z przekąsem. – Gucci Envy Me!

„Wybrał wprost idealnie!” – pomyślałam. – „Tak wspaniale byłoby poczuć te rozkoszne nuty!”

– Mogę się psiknąć? – zapytałam.

– Nie – uciął krótko.

– No proszę! – naciskałam.

– Mam ci je podarować takie rozpakowane? – zapytał ze złością.

– Zakleisz i nic nie będzie widać – Podsunęłam mu rozwiązanie.

Podszedł do szafki na buty. Wyciągnął z jej rogu pudełko i przede mną postawił.

– Proszę, korzystaj do woli. Psikaj sobie – stwierdził ironicznie. – Następnym razem może ustalajmy, co sobie kupimy, skoro niespodzianka ma dla ciebie zerowe znaczenie – dodał cynicznie.

– Tak też jest fajnie – oceniłam.

– Może dla ciebie – powiedział.

„Wygrał, mimo wszystko” – pomyślałam.

– Nie zrobiłabyś mi czegoś do jedzenia? – odezwał się.

– Myślisz, że jak masz dla mnie perfumy, to teraz mam być twoją służącą? – spytałam.

– Nie – zaprzeczył. – Po prostu, nic jeszcze od śniadania nie jadłem, więc pomyślałem, że trochę wypoczęłaś i mogłabyś...

– Nie mogłabym – przerwałam. – Jak ma to tak wyglądać, to nie chcę twojego prezentu.

– O co ci chodzi? – spytał.

– Oddaj je do sklepu, nie chcę tych perfum – powiedziałam.

– Dzięki temu, że postanowiłaś się psiknąć, nie można ich już oddać – stwierdził. – A gdyby nawet, nie oddałbym ich, bo były przeznaczone dla ciebie.

– Daj siostrze – powiedziałam.

– Nie dam, bo są przeznaczone dla ciebie – powiedział.

– Ja ich już nie chcę – stwierdziłam. – Co z nimi zrobisz? – spytałam.

– Będą sobie stały i czekały – odpowiedział.

– Dla mnie możesz je wyrzucić przez okno! – wycedziłam.

Wyglądał na poirytowanego.

– W porządku, zaraz je wyrzucę – burknął.

Podszedł do balkonu i otworzył drzwi.

– Więc co mi radzisz? – spytał – Mam wyrzucić czy nie?

Był śnieg, więc ryzyko było nieduże...

– Mówiłam, żebyś rzucił, więc możesz to zrobić – stwierdziłam.

– Naprawdę mam rzucić? Jaja sobie ze mnie robisz? – pytał zdziwiony.

– Rzuć, jak jesteś taki głupi! – powiedziałam.

Rzucił! Szybko wskoczyłam w buty, zarzuciłam kurtkę i wybiegłam na zewnątrz. Chwilę później byłam na miejscu. Tak jak myślałam, perfumy leżały na białym puchu. Psiknęłam się nimi raz jeszcze i schowałam do wewnętrznej kieszeni w kurtce.

Otworzył mi drzwi. Kiedy weszłam do domu, starałam się wyglądać na smutną. Na szczęście było łatwo. Łzawiły mi oczy od słońca, odbijającego się w śniegu.

– Znalazłaś perfumy? – zapytał.

– Nie – zaprzeczyłam. – Za to widziałam, jak jakiś facet szedł z psem, coś schował i później dziwnie mi się przyglądał – skłamałam. – Pewnie to on je wziął.

– Może trzeba było go spytać wprost, czy nie znalazł perfum? – zasugerował.

– Spytałam, ale powiedział, że szukał kluczy, które mu tam wypadły – powiedziałam.

– Co za dziad! – stwierdził poirytowany. – Nic mu się nie udowodni.

– Trzeba było nie wyrzucać perfum – Pozwoliłam sobie na pouczenie.

– Widocznie tak miało być – odpowiedział zrezygnowany.

Poszedł do swojego pokoju, ja do swojego.

*   *   *

„Dam mu je przed gwiazdką” – postanowiłam.

„I jeszcze muszę mu kupić prezent.”